Konkurs miał wielu faworytów. Dla mnie bezapelacyjnie najlepszy w tym roku był film braci Dardenne "Milczenie Lorny", ale trudno się dziwić, że nie przyznano im Złotej Palmy po raz trzeci, tylko nagrodę za scenariusz. Przed ceremonią finałową dziennikarze spodziewali się zaskoczenia, na gwałt oglądając projekcje powtórkowe, żeby nie przegapić argentyńskiego czy węgierskiego filmu, który mógł rzucić jury na kolana. Słychać było komentarze: "To będzie champion-icebreaker".
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej