http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Wenus, krnąbrna siostrzyczka Ziemi

Piotr Cieśliński
2007-11-29, ostatnia aktualizacja 2007-12-03 08:47

Jest piękna, diabelnie trudna do życia i łatwo nie zdradza swych tajemnic. Obserwacje europejskiej sondy Venus Express, która rok temu weszła na orbitę wokół drugiej planety Układu Słonecznego, przynoszą na razie więcej pytań niż odpowiedzi. Ciągle nie wiemy, dlaczego historia Wenus potoczyła się dramatycznie inaczej od naszej

Sonda Venus Express na orbicie wokół Wenus - wizja artysty
Sonda Venus Express na orbicie wokół Wenus - wizja artysty
Wenus widziana w ultrafiolecie
Wenus widziana w ultrafiolecie
Dzisiejsze "Nature" publikuje raporty naukowców, którzy analizowali informacje nadesłane przez sondę. Przypominają one zestaw puzzli, z których wielu wciąż brakuje, a reszta uparcie nie chce się ułożyć w jeden obraz. Najważniejsza z zagadek - czy Wenus była kiedyś pokryta oceanami jak Ziemia - nadal nie jest bliska rozwiązania.

Z daleka piękna

To najjaśniejsza z planet na niebie. Ustępuje jedynie Księżycowi i Słońcu. Nocą rzuca cienie. Widać ją nawet za dnia i ponoć podczas jednej z wojskowych parad w Paryżu Napoleon skarżył się, że tłumy patrzą w niebo na Wenus, a nie na niego. Od zawsze swym blaskiem zwracała uwagę. Starożytni utożsamiali ją z boginią piękności, była znakiem żeńskiej płodności.

Astronomowie szybko zmierzyli, że Wenus jest tylko niewiele mniejsza od Ziemi i ma gęstą atmosferę, więc nazwali ją bliźniaczą siostrą naszej planety. Krąży bliżej Słońca, więc wyobrażano sobie, że jest na niej trochę cieplej - ponieważ otrzymuje blisko dwa razy więcej energii słonecznej, domyślano się, że na powierzchni panuje temperatura ok. 60 st. C.

Samej powierzchni nie potrafiono dostrzec. W teleskopach widziano tylko szczelną i jak lustro odbijającą światło pokrywę chmur. Można było tylko spekulować, z czego te chmury, co jest pod nimi, jak szybko planeta się obraca wokół swej osi. Niektórym - a dotyczyło to nawet tak znanych astronomów jak Fred Whipple w połowie XX w. - wyobraźnia podsuwała obraz planety pokrytej oceanami, porośniętej roślinami, a nawet zamieszkanej.

Ten obraz trochę psuła analiza składu wenusjańskiej atmosfery, którą przeprowadzono z Ziemi na podstawie widma odbitego przez chmury światła. Odkryto tylko dwutlenek węgla oraz azot, ale ani śladu tlenu czy pary wodnej.

Z bliska paskudna

Na dobre siostra Ziemi ostatecznie straciła reputację w grudniu 1962 r., kiedy odwiedziła ją pierwsza ziemska sonda Mariner-2 i odkryła, że powierzchnia planety jest rozpalona do ponad 450 st. C. W takiej temperaturze topi się ołów, nie ma mowy o żadnych oceanach. Co więcej, wody nie ma też w atmosferze, bo widoczne w teleskopach chmury złożone są z kropelek kwasów - siarkowego i solnego. Łagodna i piękna Wenus z bliska okazała się siarczystą diablicą.

Jest tam goręcej niż na Merkurym, dwa razu bliższym Słońcu! Wszystko przez efekt cieplarniany, którego - w o wiele łagodniejszej formie - doświadczamy też na Ziemi. Nasze planety są faktycznie bardzo podobne - np. mamy tyle samo dwutlenku węgla. Ale u nas w większości jest on uwięziony w skałach wapiennych lub rozpuszczony w wodzie, zaś na Wenus cały znajduje się w atmosferze, która jest przez to cięższa i gęstsza. Ciśnienie na powierzchni prawie stukrotnie przekracza to na Ziemi (jest takie jak u nas kilometr pod wodą). Pierwsze radzieckie lądowniki Wenera były zgniatane jak puszki coca-coli (odpowiednio pancerna była dopiero Wenera 7, której w 1970 r. jako pierwszej sondzie w dziejach udało się wylądować na obcej planecie).

A gdzie się podziała woda, jeśli w ogóle tam była? Venus Express potwierdziła wcześniejsze pomiary, że atmosfera wenusjańska zawiera procentowo kilkaset razy więcej cięższego izotopu wodoru (deuteru) niż ziemska. Wspiera to hipotezę, iż oceany istniały, ale wyparowały. Bo kiedy cząsteczki H2O zostały rozbite na atomy, lekki wodór najłatwiej pokonał siłę ciążenia i uciekł w kosmos. Cięższy deuter miał trudniej, więc dziś pozostało go więcej. Analizator plazmy na pokładzie sondy wykrył, że i dziś wciąż z górnych warstw atmosfery uciekają jony wodoru i tlenu (który obecnie bierze się z rozpadu cząsteczek CO2).

- Do 2013 r., kiedy kończy się misja sondy, oszacujemy tempo utraty wody przez planetę i ustalimy, czy wenusjańskie oceany były tak rozległe i głębokie jak ziemskie - obiecują w "Nature" badacze.

Jeśli jednak Wenus u zarania Układu Słonecznego przypominała Ziemię, to dlaczego historia planety potoczyła się tak dramatycznie inaczej? To istotne pytanie, zwłaszcza w kontekście grożącego nam obecnie globalnego ocieplenia.

Wciąż intrygująca

Wenusjańskich zagadek jest więcej. Jedna z nich jest związana z tempem wirowania planety wokół własnej osi. Obraca się ona w przeciwnym kierunku niż większość planet - tj. ze wschodu na zachód, i robi to bardzo wolno. Jeden obrót zajmuje jej 243 ziemskie dni. Nie bardzo wiadomo dlaczego. Być może to ślamazarne wirowanie jest przyczyną, dla której Wenus nie ma pola magnetycznego.

Jej powierzchnia jest geologicznie młoda, pokryta w 90 proc. bazaltową lawą, która wypłynęła z tysięcy wulkanów. Nie towarzyszy temu jednak aktywność sejsmiczna, nie ma przesuwania się płyt tektonicznych. Czy to skutek wyższej temperatury i ciśnienia na powierzchni?

Wyjaśnienia wymaga też tajemnica tzw. światła popielatego. To słaba poświata, która czasem rozświetla fragment planety. Owo zjawisko po raz pierwszy dostrzegł w XVII w. jezuita i astronom Johannes Riccioli. Jedna z hipotez mówi, że to blask wyładowań atmosferycznych. Sonda Venus Express nie dostrzegła jednak żadnych widocznych błysków - ani po dziennej, ani po nocnej stronie planety. Za to jeden z jej przyrządów zarejestrował fale radiowe o niskiej częstości. Takie same, jakie na Ziemi towarzyszą błyskawicom.

Z drugiej strony meteorolodzy byliby zdziwieni, gdyby faktycznie na Wenus odkryto wyładowania. Tamtejsze chmury nie są typu burzowego, nie powinny ładować się elektrycznością. Bardziej przypominają zawiesisty ziemski smog. Ale może nie znamy wszystkich zasad, według których ładunki elektryczne gromadzą się w atmosferach planet?

To nie byłby ani pierwszy, ani ostatni raz, kiedy zawodzi nas ziemska intuicja. Na szczęście wcale mnie to nie martwi.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne