Skrót sześciu sezonów "Rodziny Soprano" trwa siedem minut i trzydzieści sześć sekund. Kilka wybuchów, kilkanaście śmierci, dwa pogrzeby, co cztery sekundy seks, równie często strzelanina, co minutę - scena, w której żona wyrzuca głównego bohatera z domu. Wideo ma jednostajny rytm, odmierzany muzycznym miksem w tle i komentarzem narratora. Przypomina pokaz slajdów, a czasem prezentację wideo ze znakami graficznymi ułatwiającymi zrozumienie historii: pobici przekreślani są ukośną kreską, zabici - krzyżykiem. Najdłuższa scena trwa dwie sekundy. Film zrobił 23-letni użytkownik YouTube.
Dzięki niemu szef Sony Pictures Television Steve Mosko wpadł na pomysł stworzenia internetowego kanału z krótkimi wersjami najlepszych seriali, do których prawa posiada Sony. Jak mówi w wywiadzie dla "New York Timesa" - powstały już pierwsze kilkuminutowe odcinki "Aniołków Charliego" oraz "Starsky'ego i Hutcha". W tym miesiącu będzie je można oglądać w MySpace, a jeśli się spodobają, powstanie niezależny internetowy kanał - Minisode Network.
Mosko podkreśla, że minizody, bo tak nazywa skrócone wersje odcinków seriali, nie będą prostym miksem najważniejszych scen. Mają mieć swoją dramaturgię z rozwojem akcji i punktem kulminacyjnym. Tyle że w przyspieszonym tempie. Tak wyobraża sobie odcinek "Aniołków": "Spotykają się. Charlie mówi im, co mają robić. Jest kilka bójek, pościg i łapią złego człowieka".
Wszystko w pięć minut
W YouTube pliki przypominające bardziej reklamy niż filmy są popularne - siedmiominutowy skrót "Rodziny Soprano" obejrzano prawie 400 tysięcy razy. Jednak sukces takich wideo w serwisach społecznościowych nie polega tylko na tym, że szybko przedstawiają fabułę rozciągniętą w oryginale do kilkudziesięciu minut. Źródłem rozrywki jest obserwowanie, jakiego wyboru scen dokonali fani filmów i jak je zmiksowali w swoich domowych komputerach. Charakteru amatorskich skrótów profesjonalni producenci mogą nie powtórzyć, ale będą musieli przystosować się do zasad, które wymusza kilkuminutowa forma. Nie ma czasu na znaczące spojrzenia czy długie pościgi. Z filmów akcji wyrzucane jest budowanie napięcia, z komedii opowiadanie anegdot, dramaty trudno skondensować, nie ocierając się o parodię.
Sony chce zarabiać na archiwaliach. Przygotowuje nawet wersję mini talk-show "Ricki Lake", przypominającego polskie "Rozmowy w toku". - Przedstawiamy gości, kłócą się ostro, godzą, całują, ściskają. Wszystko w pięć minut - mówi Mosko. Podobny pomysł na wykorzystanie swoich starych programów ma BBC. Ale angielska telewizja zaprasza do współpracy odbiorców: będą mogli ciąć, miksować i dodawać muzykę.
Szybka przekąska
Amerykański magazyn "Wired" porównał takie krótkie formy do przekąsek: są ładnie opakowane, łatwe do spożycia i uzależniają. Mają też cechy jedzenia na wynos: można je przepisać z komputera na małe przenośne urządzenie, zabrać ze sobą i podzielić się z kimś. Tak jest z "Windą" - pierwszym polskim serialem, stworzonym z myślą o internecie i telefonach komórkowych przez Akson Studio, producenta "Magdy M" i "Oficerów". Jeden odcinek trwa 30 sekund. Nie jest nawet krótką historyjką - raczej zabawnym dialogiem albo sceną z zaskakującym zakończeniem. Autorami scenariusza i aktorami są studenci - Marcin Starzecki i Jan Kwieciński. - W 30 sekund trudno poprowadzić tradycyjną filmową narrację: z początkiem, rozwinięciem i klasycznym zakończeniem - mówi Kwieciński. - Ciężko też zbudować skomplikowane relacje między bohaterami. Dlatego opieramy się na własnych osobowościach i poczuciu humoru.
- Wykorzystujemy martwy czas odbiorcy - mówi "Gazecie" producent serialu Kamil Przełęcki. Co to znaczy? Minuty albo sekundy, w których czeka się na metro, stoi w korku albo w kolejce. - Jednocześnie nie chcieliśmy rezygnować z techniki telewizyjnej. Używaliśmy sprzętu, którym pracujemy na planach tradycyjnych seriali. Ale musieliśmy postawić głównie na zbliżenia i dbać o to, by tekst był wyjątkowo wyraźnie artykułowany - dodaje. Żeby obejrzeć serial w telefonie, trzeba zapłacić 2,44 zł.
Nie pogadasz normalnie
Przykładem rozwijającej się w internecie tendencji do skrótu są też mikroblogi. Nie przypominają już pamiętników, krótkich listów, a nawet telegramów. To jednozdaniowe informacje. Krótkie, jak SMS-y, ale - podobnie jak blogi - skierowane do wielu odbiorców. Najbardziej popularnym serwisem umożliwiającym pisanie takich informacji jest Twitter.com. Wystarczy stworzyć własny profil i można pisać wiadomości przeznaczone dla przyjaciół. Nie dłuższe niż 140 znaków. Odpowiadają na pytania: "Co robisz, co właśnie zrobiłeś albo co zamierzasz zrobić?". Skrót posunięty jest tak daleko, że przestają być ważne emocjonalne, bezpośrednie zwroty do odbiorcy. Liczy się możliwość przekazania wiadomości wszystkim znajomym jednocześnie. Jeden z największych fanów Twittera, Paul Terry Walhaus z Teksasu, ma ponad 9 tysięcy przyjaciół, których kilkanaście razy dziennie informuje o tym, co robi. Są też polskie wersje serwisu. Kiedy powstaje ten artykuł, na www.robisz.pl ktoś pisze o tym, że pije kawę, ktoś inny, że cieszy się ze zwycięstwa Zagłębia Lublin w Orange Ekstraklasa. Pojawia się wpis: "Czy można tu z kimś normalnie pogadać?". Nie można. Chodzi tylko o obecność w wirtualnej przestrzeni.
A jednak dłużej
W ten sposób „kultura przekąsek” sięga absurdu. W internetowym radiu SASS (Short Attention Span System) prezentowane są skrócone, dwuminutowe wersje klasyki rocka i popu - bez długich wstępów, gitarowych solówek i powtarzania refrenów. W serwisie Jaiku.com można przekazywać informacje nie tylko krótkimi tekstami - również prostymi znakami graficznymi. W DailyHaiku.com pojawiają się nie dłuższe niż 17 sylab komentarze do wydarzeń politycznych. Z tradycyjną japońską poezją łączy je tylko forma. „Moglibyśmy pisać bloga, ale gdzie w tym zabawa? - piszą twórcy serwisu. - Haiku to jest jakieś wyzwanie. Nasz serwis dostarcza lepszej rozrywki niż polityczny blog »Timesa «". Na szczęście nie znaczy to, że czytelnicy „Timesa" przenoszą się do DailyHaiku.
Kiedy "Wired" pisał o kulturze przypominającej przekąski zrobił eksperyment - temat ujęto w kilkunastu krótkich tekstach, którym towarzyszyły małe obrazki, zestawienia najlepszych stron internetowych. Można było wyciąć pomniejszone strony gazety - 3,5 na 7 cm - i złożyć własny minimagazyn.
W internetowym serwisie pisma czytelnicy komentowali: "Trudno to przyswoić. Nie wiadomo, co jest najważniejsze, czemu poświęcić najwięcej uwagi". Oprócz kilkuzdaniowych informacji wciąż czytane są artykuły, oprócz trailerów publiczność wciąż chce oglądać długie filmy. Skrót ma sens jako czysta rozrywka, przystawka do dużych dań, ale informowanie wszystkich znajomych o tym, że pije się kawę, wydaje się stratą czasu. Choć - żeby było zabawniej - wzięło się z przeświadczenia, że czas należy oszczędzać.
Adresy
http://www.winda.netino.pl
http://www.twitter.com
http://www.jaiku.com
http://www.radiosass.com
http://www.dailyhaiku.com
Źródło: Gazeta Wyborcza