Pod hasłem "Krakowianie przeciw faszyzmowi" na pl. Św. Idziego pod Krzyżem Katyńskim zebrali się członkowie Towarzystwa Interwencji Kryzysowej (głównego organizatora antydemonstracji) oraz m.in. Fundacji "Kultura dla Tolerancji", Fundacji Kobiecej eFKa, Federacji Anarchistycznej, Komitetu Wolny Kaukaz oraz Inicjatywy Uczniowskiej - w sumie około 200 osób. Przyszło wielu studentów, a także starszych ludzi, którzy podkreślali pokojowy charakter protestu.
Uczestnicy wiecu przynieśli biało-czerwone flagi i transparenty: "Nacjonalizm? Nie, dziękuję", "ONR to zbiór zer", "Faszyzm zdechł i bomba, kto nacjonalista ten trąba". Skandowali: "Precz z faszyzmem".
"Jako mieszkańcy Krakowa, miasta dumnego ze swojej renesansowej i humanistycznej tradycji, nie możemy pozwolić, aby neofaszyści zawłaszczyli naszą przestrzeń polityczną. Nie możemy zgodzić się na otwarte manifestowanie wartości sprzecznych z ideami i atmosferą naszego miasta" - napisali w apelu do mieszkańców Krakowa inicjatorzy wiecu.
Wśród zebranych pod Wawelem była też jednak ubrana w czarne stroje grupa zasłaniająca twarze. Kiedy marsz ONR dotarł na plac, to właśnie między nimi a narodowcami nastąpiło starcie. Z obu stron poleciały petardy i butelki, doszło do przepychanek, pojedynczych ciosów. Policji udało się rozdzielić walczących. Kiedy marsz ONR się oddalił, policja nadal otaczała grupę w czarnych strojach. Pod naciskiem reszty uczestników antydemonstracji, agresywni manifestanci zostali wypuszczeni po kilkunastu minutach. Gdy tylko policja się oddaliła, grupa antyfaszystów rzuciła się biegiem za ONR-owcami. W ogródku kawiarni na rogu ulic Grodzkiej i Podzamcze zaatakowali siedzących przy stoliku mężczyzn. W wyniku bójki jeden z nich został zraniony w głowę.
Zamaskowani członkowie antyfaszystowskich organizacji chcieli zaatakować marsz ONR-owców raz jeszcze. U wylotu ulicy Poselskiej zostali jednak rozproszeni przez oddziały prewencji, a później, już na Plantach, zatrzymani. Policja chce wyjasnić, który z nich rzucił jeszcze na ulicy Grodzkiej w kierunku członków ONR... martwym kotem.
W tym samym czasie marsz ONR szedł dalej powiewając biało-czerwonym flagami i transparentami z symbolem falangi. "Polska cała tylko biała", "Tu jest Polska, nie Izrael" "Żydzi z Polski precz", "A na drzewach zamiast liści wisieć będą komuniści" oraz "Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę" - to tylko niektóre hasła, jaki wykrzykiwali młodzi, ogoleni na krótko młodzieńcy. ONR-owcy oraz sympatyzująca z nimi grupa piłkarskich kibiców z zasłoniętymi szalikami twarzami przeszli następnie przez Rynek Główny i ulicę Szewską. Nie obyło się bez okrzyków "fuck you" w kierunku zdumionych turystów o nieco ciemniejszej barwie skóry oraz głośnego "wyp...dalaj" i wyciągniętego w górę środkowego palca do studentów z Izraela.
Spokojniej było już na Karmelickiej, gdzie stopniowo topniała grupa pacyfistów z kontrmanifestacji, toteż ONR-owcy nie mieli już do kogo krzyczeć. Manifestację zakończyli pod pomnikiem ofiar komunizmu przy Placu Inwalidów odśpiewując trzy zwrotki Mazurka Dąbrowskiego, krzycząc narodowe hasła oraz pozdrawiając się faszystowskim gestem wyciągniętej prawej ręki. - To jest nasz znak, znak dumnych Polaków. Tym znakiem rozpoznajemy się wśród wrogów - krzyczał ogolony na krótko młodzieniec w brunatno-beżowej koszuli i czarnym krawacie. Został wylegitymowany przez policję jako "prowodyr pokazywania gestów".
Po krótkiej wymianie zdań z reporterami kilku telewizji, narodowcy rozeszli się do domów.