Putowski (pseudonim artystyczny "Blupo") robił w życiu różne rzeczy: był instruktorem muzycznym w domu kultury, robił ankiety po śląsku dla OBOP-u, był dozorcą, urzędnikiem miejskim, betoniarzem, walcownikiem, kontrolerem jakości i laborantem. Przede wszystkim jest jednak bluesmanem.

Muzyką zajmował się od zawsze. Jego mama grała na pianinie, tata na skrzypcach. On na fortepianie zaczął się uczyć, gdy miał siedem lat. Miał 14, gdy usłyszał Beatlesów i złapał za gitarę. Zakładał zespoły w szkole i w domach kultury. Na studiach (AGH w Krakowie) grał na bandżo w grupie Beale Street Band. - Ale po dwóch latach musiałem przestać, bo bandżo było niespłacone i trzeba było je oddać - opowiada. Potem się ożenił i przeprowadził na kilka lat do Mysłowic. Od 1981 r. mieszka w Katowicach. Tam uzyskał weryfikację muzyka rozrywkowego i zaczął grać w śląskich restauracjach. Jednak cały czas szukał kontaktów, żeby grać bluesa. - Nigdy nie zajmowałem się menedżerką. Grałem od okazji do okazji, nie miałem takiej siły przebicia, jak np. Irek Dudek - mówi.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej