Dlaczego Jan Kobylański - urugwajski milioner, szef Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych Ameryki Łacińskiej oraz wielki sponsor Radia Maryja - chce wyrzucić Jacka Perlina w Brazylii?
Wczoraj "Rzeczpospolita" zacytowała list, który urugwajski Polonus wysłał do szefowej MSZ Anny Fotygi: "Jego najbliższa rodzina, mając korzenie żydowsko-komunistyczne, współpracowała z reżimem w czasie sowieckiej okupacji".
Oficjalnie ministerstwo tego nie komentuje. Jacek Perlin powiedział nam wczoraj, że dymisję zapowiedział mu nieoficjalnie urzędnik MSZ.
- To dla mnie żenująca sytuacja, jestem jedynym obecnie dyplomatą w Ameryce Łacińskiej, który nie był członkiem PZPR - mówi Perlin. - Czuję się jak idiota, bo głosowałem na PiS. I teraz mój rząd odwołuje mnie ze stanowiska, wykonując polecenia zwykłej kanalii, człowieka, z którym nikt przyzwoity nie powinien rozmawiać. Nie chodzi tu o mnie, bo jako profesor i wykładowca mam co robić. Wpływy Kobylańskiego w rządzie napawają przerażeniem.
Konflikt Perlina z szefem USOPAŁ trwa od połowy lat 90. Perlin był wówczas wicedyrektorem departamentu Ameryki w MSZ. Na jego biurko trafiały donosy Kobylańskiego na polskich dyplomatów w Ameryce Południowej. Perlin wziął w obronę Ryszarda Schnepfa, wówczas ambasadora RP w Urugwaju, któremu Kobylański zarzucał m.in. malwersacje, alkoholizm i żydowskie pochodzenie.
- Kobylański wytoczył mi prywatną wojnę - twierdzi Perlin. - Gdy zostałem konsulem w Kurytybie, zastępca Kobylańskiego w USOPAŁ ks. Jerzy Morkis napisał do MSZ, że byłem członkiem "Komunistycznego Związku Studentów Żydowskich". To bolesne, że takie obrzydliwe paszkwile mogą być skuteczne w polskim MSZ. Powiedziałem księdzu Morkisowi, że mam już dość tych antysemickich bredni. On na to, że osobiście nic do mnie nie ma i niczego właściwie o mnie nie wie, ale Kobylański mu kazał, więc jeśli chce nadal być wiceprezesem USOPAŁ, musi mnie atakować.
Usunięcie konsula w Kurytybie to niejedyny "dyplomatyczny" sukces Kobylańskiego.
Pod koniec zeszłego roku minister Fotyga bez konsultacji z departamentem Ameryki zgłosiła kandydaturę prof. Zdzisława Ryna na ambasadora w Argentynie. Ryna, krakowskiego psychiatrę zafascynowanego gen. Pinochetem, honorowego członka USOPAŁ, gorąco wspierali Kobylański i o. Tadeusz Rydzyk. Mimo że sejmowa komisja spraw zagranicznych odrzuciła kandydaturę Ryna, wśród wysokich urzędników MSZ panuje pogląd, że prezydent Kaczyński mianuje Ryna na ambasadora.
- Zależność jest prosta - twierdzi doświadczony dyplomata z MSZ. - Kobylański płaci na Radio Maryja, więc Rydzyk wspiera jego żądania. Z kolei PiS zależy na dobrych stosunkach z redemptorystą, współautorem wyborczego sukcesu braci Kaczyńskich, a Ameryka Łacińska nie jest dla nich priorytetową częścią świata. Kobylański może więc tam robić, co mu się podoba.
Kilka dni temu Instytut Pamięci Narodowej umorzył śledztwo w sprawie domniemanego wydania przez Kobylańskiego w ręce gestapo żydowskiego małżeństwa podczas wojny. Postępowanie to rozpoczął szef pionu śledczego IPN prof. Witold Kulesza.
We wrześniu 2004 r. Kulesza znalazł dokumenty, w tym relacje świadków, że w 1943 r. Janusz Kobylański zadenuncjował rodzinę żydowską. W zamian za złote monety miał dostarczyć małżeństwu Szenkerów fałszywe dokumenty, by mogli przeżyć w okupowanej Warszawie. Mimo zapłaty Kobylański, wraz z ojcem Stanisławem, adwokatem, wydali rodzinę Niemcom. Zbrodnia ludobójstwa nie podlega przedawnieniu.
Jan Kobylański z Urugwaju posługuje się też imieniem Janusz. Jego ojciec miał na imię Stanisław i prowadził kancelarię adwokacką.
Kobylański syn był poszukiwany po wojnie, ale prokuratura przerwała postępowanie w 1955 r. Prokurator miasta stołecznego Warszawy zarządził, zważywszy na zaginięcie akt z 1948 r. i niemożność ich odnalezienia, odwołanie poszukiwań.
Jako powód niewszczęcia postępowania prokuratura podaje dziś niemożność ustalenia, czy Jan i Janusz Kobylański (podejrzany w latach 40. o "szmalcownictwo") to ta sama osoba.
Ryszard Schnepf, świadek w tym śledztwie: - Zeznałem przed prokuratorem, że Jan Kobylański naprawdę nazywa się Janusz, tak zwraca się do niego cała rodzina. Kobylański posługuje się imieniem Jan, bo Janusz nie ma odpowiednika w języku hiszpańskim. Uważam, że decyzja o umorzeniu śledztwa jest błędna.
W październiku ub. roku nowy prezes IPN Janusz Kurtyka odwołał prof. Kuleszę. Na stanowisku szefa pionu śledczego Instytutu nadal jest wakat.
Przed dymisją prof. Kulesza mówił, że istnieje wiele poszlak potwierdzających, że Kobylański był szmalcownikiem. Według byłego współpracownika Kuleszy z IPN w połowie zeszłego roku senatorowie związani z Radiem Maryja radzili mu, by zamknąć tę sprawę.
ŹRÓDŁO: |  |