Marcin Kącki: Jest pan już byłym posłem partii Leppera. Dlaczego?

Alfred Budner: - Bo ludzie plują mi już pod nogi, gdy mnie widzą. A ja chcę dla nich pracować, a nie dla Leppera i jego świty. Przecież wszyscy widzą, że to co się dzieje jest przerażające.

Mówi pan o ostatnich wydarzeniach?

- Sam Lepper i jego ludzie spowodowali, że wizerunek partii w terenie jest porażający. Jeśli prokuratura uzna, że to kryminał, to niech ukarze tych łobuzów. Nie chcę nawet tego komentować. Ta afera przyśpieszyła w jakiś sposób moją decyzję o odejściu, bo już od jakiegoś czasu widziałem, że ta partia to jakaś chora rodzina, która trzyma się razem i nikogo nie dopuszcza do dworu.

Co to jest dwór?

- To rodziny Łyżwińskich, Wiśniowskich oraz Maksymiuk i inni, którzy otoczyli Leppera, a on pozostaje głuchy na wołanie ludzi, którzy kiedyś mu zaufali. Ja naprawdę mam już dość tego, że ludzie, którzy mnie wybrali nie chcą na mnie patrzeć. A ja chcę pracować dla nich, w terenie, a nie dla dworu Leppera.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej