Zanim Hubert H. stał się jednodniowym bohaterem, już 2 lutego zauważyła jego perypetie "Gazeta". Pierwsza w Polsce sprawa o znieważenie Lecha Kaczyńskiego, głowy państwa, trafiła do warszawskiego sądu dzień wcześniej.

Rzecz zdarzyła się siedem dni po zaprzysiężeniu Kaczyńskiego - 30 grudnia o godz. 6.20 obok baru Oskar na Dworcu Centralnym w Warszawie. Patrol policji wylegitymował Huberta H. pochodzącego spod Leszna.

"Prowadzący wędrowniczy tryb życia, przebywający w rejonie dworców kolejowych" (cytat z policyjnego wywiadu) po nocnym pijaństwie zaczął z mundurowymi dyskusję od słów: "Wy, kmioty Kaczyńskiego...". Następnie puścił, jak się kiedyś mówiło, wiązankę.

"Słów tych było wiele i ewidentnie wszystkie one miały charakter zniewag głowy państwa" - napisała potem prokurator Urszula Mirończuk w akcie oskarżenia. Epitety odnosiły się do "Kaczyńskiego", "prezydenta", "kaczek", "Kaczyńskich". - Taką mamy pracę, było złamanie prawa, dziś zrobiłbym to samo - mówił wczoraj st. posterunkowy Marcin Krzyżyk.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej