http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj RSS Wyborcza.pl

Białoruś: Polowanie na Polaków

Wacław Radziwinowicz, Grodno
2005-08-03, ostatnia aktualizacja 2005-08-03 00:00

Liczba przebywających na wolności działaczy niezależnych władz Związku Polaków na Białorusi kurczy się z dnia na dzień

Wiesław Kiewlak - tu jeszcze na wolności
Fot. Robert Kowalewski / AG
Wiesław Kiewlak - tu jeszcze na wolności
Spośród niezłomnych działaczy władz Związku Polaków na Białorusi na wolności pozostają już tylko prezes Andżelika Borys oraz jej zastępca Wiesław Kiewlak, którego sąd ma dziś skazać na więzienie

Od rana próbowaliśmy się dowiedzieć w Szczuczynie, miasteczku oddalonym 60 km od Grodna, czy miejscowa milicja rzeczywiście trzyma tam Andrzeja Pisalnika, redaktora naczelnego związkowego pisma "Głos znad Niemna". W końcu przyjął nas płk Mikołaj Kowalewski, szef miejscowej milicji. W gabinecie, w którym z portretów na przeciwległych ścianach patrzą na siebie Aleksander Łukaszenko i Feliks Dzierżyński, powiedział nam, że Pisalnik jest w milicyjnym areszcie i zaraz zostanie przewieziony do sądu w Lidzie.

Pisalnik został aresztowany w poniedziałek w Grodnie zaraz po spotkaniu Polaków z wicemarszałkiem Sejmu RP Donaldem Tuskiem pod zajętym przez milicję Domem Polskim. Aresztowanie przypominało uprowadzenie. Potem żaden przedstawiciel władzy nie chciał potwierdzić oficjalnie, że Pisalnik jest w rękach milicji.

Aresztowany rzecznik Związku Polaków na Białorusi Andrzej Pisalnik zażądał wczoraj przed sądem czasu na znalezienie adwokata i podpisanie umowy z nim. To - jak wyjaśniał na sali rozpraw - wybieg prawny: - Sędzia musi mnie zwolnić na dzień. A ja muszę znaleźć lekarstwo dla mojego 5-letniego chorego na padaczkę Kuby, który jest z tylko z babcią - mówił.

Sędzia zgodził się odłożyć rozprawę do czwartku i zwolnił Pisalnika. Ale milicjanci nie zwolnili aresztowanego. Po południu zawieźli go z powrotem do aresztu w Szczuczynie. Szef miejscowej milicji Płk Kowalski nie był już tak miły jak rano i nie chciał nas wpuścić do gabinetu z Dzierżyńskim. Zamiast tego odprawił nas od progu komendy oświadczając, że "Pisalnik zostaje u nas".

Pisalnik zdążył tylko krzyknąć do nas z dyżurki: - Trzymają mnie tu bezprawnie! Żądam spotkania z prokuratorem! Dopóki nie przyjdzie, ogłaszam głodówkę!

W tym samym czasie, kiedy w Lidzie sędzia Szewczyk "zwalniał" Pisalnika, milicja aresztowała w Grodnie Wiesława Kiewlaka, wiceprezesa Związku Polaków na Białorusi. Zabrali go najpierw na komendę w rejonie leninowskim, po trzech godzinach stał już przed sądem doraźnym.

On też zażądał adwokata. Sędzia Dmitrij Maciejuk odłożył rozprawę na środę rano i wypuścił Kiewlaka. - Nie mam wątpliwości, że jutro skażą mnie na 15 dni aresztu za to, że byłem na spotkaniu z panem Tuskiem - powiedział nam wiceprezes ZPB.

Po południu okazało się, że milicja jeszcze rano aresztowała na dworcu kolejowym w Grodnie wybierającego się do Polski Tadeusza Gawina, byłego prezesa ZPB i zwolennika Andżeliki Borys. Po krótkim przesłuchaniu Gawin stanął przed sądem i dostał 15 dni aresztu za to, że w poniedziałek był na spotkaniu z Tuskiem pod Domem Polskim. Sędzia skazał Gawina za "udział w bezprawnym mityngu", na którym na dodatek ośmielił się krytycznie wypowiedzieć o sytuacji na Białorusi, co skrupulatnie rejestrowali na wideo oficerowie KGB.

W Grodnie siedzą już prawie wszyscy członkowie władz niszczonego przez reżim niezależnego ZPB. Jeszcze w ubiegłą środę na 10 lub 15 dni aresztu zostali skazani Józef Porzycki, wiceprezes ZPB, Andrzej Poczobut, dziennikarz związkowy i Mieczysław Jaśkiewicz, szef miejskiego koła ZPB w Grodnie.

Andżelika Borys została więc praktycznie rzecz biorąc sama. Ale i jej wczoraj po południu poszukiwała prokuratura. Borys grozi oskarżenie o malwersację majątku ZPB.

Tymczasem Tadeusz Kruczkowski, zainstalowany przez milicję na stanowisku szefa Związku Polaków, wystąpił do polskiego MSZ z żądaniem kontynuowania finansowania Związku, za prezesa którego się teraz uważa. W tej na pozór szalonej bezczelności jest metoda. - MSZ oczywiście nie da Kruczkowskiemu grosza. A on wtedy ogłosi, że z braku pieniędzy musi sprzedać z któryś z szesnastu Domów Polskich wybudowanych na Białorusi na koszt podatnika polskiego. I w ten sposób te domy szybko wymkną się z naszych rąk - przewiduje Andżelika Borys.

ŹRÓDŁO:


Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne