Tuż po siódmej, kiedy górnicy dopiero co przyszli pod Sejm, w stronę ochraniających policjantów już poleciały pierwsze petardy. - Przestańcie, nie przyszliśmy się tu napier... z policją, mamy do załatwienia ważną sprawę - wołali szefowie związków.

Wrogiem numer jeden okrzyknęli marszałka Sejmu Włodzimierza Cimoszewicza, który jeszcze rano zapowiedział, że nie wprowadzi projektu ustawy emerytalnej pod obrady Sejmu, bo "w końcówce swego istnienia Sejm nie ma prawa podejmować decyzji, które mogą zrujnować system finansów publicznych".
Pozostało 85% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej