"Szukam kierowcy tira, może zacząć pracę choćby zaraz, proszę mi kogoś znaleźć" - dzwoni do księdza właściciel jednej ze śląskich firm.

Nie dzwoni w tej sprawie do państwowego pośredniaka, nie daje ogłoszeń w gazetach. - Bo mam pewność, że pracownik od księdza będzie porządnym człowiekiem. Nie będzie pił ani kradł - tłumaczy.

Takie telefony ks. Alojzy Wencepel, proboszcz ustrońskiej parafii pw. Dobrego Pasterza, odbiera prawie codziennie. - Wykształcenie i kwalifikacje wcale nie są najważniejsze. Pracodawcy szukają przede wszystkim uczciwego człowieka, a ja, choć to bardzo trudne zadanie, biorę niejako odpowiedzialność za ludzi, których im posyłam - mówi ksiądz.

Bezrobotnym ks. Wencepel pomaga już od kilku lat, a od roku prowadzi gminne centrum informacji dla bezrobotnych, na utworzenie którego dostał pieniądze z Ministerstwa Gospodarki. Centrum otwarte jest codziennie do późnego wieczoru, są tam m.in. komputery z dostępem do internetu, dyżurują specjaliści, odbywają się kursy nauki różnych zawodów. Po okolicy rozniosło się, że ksiądz może pomóc znaleźć pracę, więc do kościoła przyjeżdżają ludzie z całego regionu, błagając o pomoc. W komputerowej bazie bezrobotnych jest zarejestrowanych 400 osób, ale pracodawców chcących ich zatrudnić też nie brakuje.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej