Andrzej Kuczera, energiczny 53-latek, jest szefem PO w Rudzie Śląskiej (z partią są związani prezydent miasta, dwójka jego zastępców i największy klub radnych) i członkiem rady krajowej tej partii. Wcześniej był szefem Unii Wolności w mieście, członkiem KPN, zakładał w Rudzie Śląskiej Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Pracuje w Miejskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Mieszkaniowej i marzy o byciu posłem. Zrobi wszystko, by dopiąć swego. Jego kampania wyborcza miała ruszyć jeszcze w grudniu. Ludzie mieli zobaczyć na plakatach najpierw czoło kandydata na posła, potem jego oczy, nos, w końcu całą twarz.

My prawdziwe oblicze Kuczery poznaliśmy w zeszły wtorek. Żeby kupić przychylność "Gazety", zaproponował dziennikarzowi, że zafunduje jemu i jego żonie kolację. - Żeby pan o mnie nie zapomniał - błagał, patrząc dziennikarzowi głęboko w oczy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej