Za sterami ponownie zasiadł 62-letni Mike Melvill. Pierwsza próba odbyła się w czerwcu, a Melvill o mało nie przypłacił jej życiem, bo w krytycznej chwili samolot stracił sterowność. W środę znów pojawiły się kłopoty ze stabilnością lotu, ale Melvill panował nad maszyną. Samolot wykonał ponad 20 niekontrolowanych obrotów, tzw. beczek, a zaniepokojeni kontrolerzy doradzali nawet pilotowi przerwanie lotu. Melvill jednak ich nie posłuchał, silnik wyłączył dopiero wtedy, kiedy zyskał pewność, że przekroczy barierę 100 km. - Teraz to była zabawa! - krzyknął do tłumu widzów tuż po wylądowaniu.

W kabinie leciało wraz z nim dodatkowe obciążenie, bo lot miał dowieść, że samolot jest w stanie zabierać w kosmos oprócz pilota jeszcze dwóch pasażerów. Jeśli taki wyczyn zostanie powtórzony w ciągu najbliższych dwóch tygodni, twórcy SpaceShipOne zdobędą nagrodę 10 mln dolarów, która został...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej