64-letni sierżant Charles Robert Jenkins bardzo ostrożnie uchyla rąbka tajemnicy w wywiadzie dla wychodzącego w Hong Kongu "Far Eastern Economic Review". Jenkins, który jest od kilku tygodni w Japonii, ojczyźnie żony, chce się oddać w ręce trybunału wojskowego USA. W pierwszym i jedynym jak dotąd wywiadzie, więcej przemilczał, niż powiedział. Jego opowieść, choć pełna luk, jest i tak fascynująca.

Koszmar w chatce

Co stało się lodowatej styczniowej nocy 1965 r., gdy wzorowy żołnierz Jenkins po dziewięciu latach służby - z czego dwa na Półwyspie Koreańskim - nie wrócił z patrolu? Armia przedstawiała go jako dezertera. Rodzina wierzy, że został uprowadzony. Dziennikarz nie wycisnął z sierżanta słowa na ten temat. Dowiedział się natomiast, co było potem. Dezerter czy zakładnik - w oczach Północnych Koreańczyków każdy Amerykanin był podejrzany - przeszedł reedukację razem trzema innymi żołnierzami USA. "Mieszkaliśmy w chatce, spaliśmy na podłodze. Po wodę chodziliśmy do rzeki".
Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej