Dwa samochody - jeden opancerzony, drugi terenowy - z siedmioma pracownikami Blackwater jechały na bagdadzkie lotnisko odebrać klienta lub towar, który mieli eskortować. - Ataki na tej drodze, łączącej lotnisko z bazą armii USA, są bardzo częste - powiedział nam rzecznik Blackwater Chris Bertelly. Według niego, napastników było 16-20 w czterech lub pięciu samochodach. Podjechali z różnych stron i ostrzelali konwój z broni automatycznej, koncentrując się na nieopancerzonym aucie. Załoga drugiego samochodu próbowała zasłonić kolegów. Nie udało się - terenówka wybuchła, najprawdopodobniej trafiona z granatnika przeciwpancernego. Z wraku wydobyto zwęglone szczątki ofiar - dwóch Polaków i dwóch Amerykanów. Trzem pozostałym (Polak i dwaj Amerykanie) udało się uciec. Zatrzymali samochód i dojechali do bazy sił koalicji w centrum Bagdadu. Polak ma kilka ran postrzałowych, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej