WOJCIECH MATUSIAK: Gdy zbierałem informacje o panu, usłyszałem: Kusznierewicz to potrafi zadbać o swój wizerunek.

MATEUSZ KUSZNIEREWICZ: Musiałem dbać o to od samego początku, ponieważ wybrałem dyscyplinę sportu, która nie należy do najbardziej medialnych oraz jest dość skomplikowana. Wyzwaniem jest już samo uprawianie żeglarstwa, nie wspominając o robieniu tego na wysokim poziomie. Przede wszystkim musiałem zadbać o finansowanie, co nie przychodzi łatwo. To nie jest dyscyplina sportu, w którą są inwestowane wielkie pieniądze.

Państwo nie pomagało?

- Pomagało, ale pokrywało tylko połowę moich potrzeb. Resztę trzeba było pozyskiwać z innych źródeł. W pewnym momencie rodzice powiedzieli mi, że nie dadzą już rady. Nie mieli już takich możliwości. Musiałem więc o pieniądze zadbać sam. Ale jeśli człowiek bardzo chce, to szuka nowych rozwiązań. I pozyskałem sponsorów. Kiedy zakończyłem swoją karierę olimpijską, zacząłem zmieniać swój wizerunek. Obecnie nie pozycjonuję się jako sportowiec, ale przedsiębiorca, który realizuje swoje pomysły i marzenia w biznesie.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej