Z prawdopodobieństwem sięgającym 100 proc. można więc napisać, że za naszego życia stężenie CO2 nie spadnie już poniżej symbolicznego poziomu 400 ppm.

A to dlatego, że Ziemia oddycha w rytmie sezonowym. Latem, kiedy jest bujna wegetacja, rośliny pochłaniają sporo dwutlenku węgla i jego poziom w powietrzu odrobinę maleje. Rośnie zimą, kiedy wegetacja zasypia. Dlatego w Mauna Loa najniższe stężenie CO2 w atmosferze notuje się we wrześniu, a najwyższe - pod koniec zimy.



Oczywiście, kiedy na półkuli północnej jest lato, to na południowej panuje zima i odwrotnie.
Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej