To żaden przypadek, że obok Paryża najważniejszym punktem rozpoczętego z początkiem maja Sezonu Polski we Francji jest rejon Nord-Pas-de-Calais. Projekt przygotowywali wspólnie Francuzi i Polacy, ale gospodarze decydowali, co zobaczą.

W graniczącym z Belgią rejonie, którego stolicą jest Lille, żyje 450 tys. osób pochodzenia polskiego, najczęściej potomków ludzi, którzy sprowadzili się tu, by pracować w kopalniach i fabrykach. W ostatnich 25 latach wiele poprzemysłowych obiektów przekształciło się w centra kultury. Najwięcej jest ich w Lille - Europejskiej Stolicy Kultury 2004.

Ośmiomiesięczna prezentacja naszej kultury we Francji rozpoczęła się od razu mocnym uderzeniem w zakończonym wczoraj tygodniu. Najsilniejszym jego akcentem była prezentacja najmniej znanych Francuzom artystów urodzonych w latach 70. i 80.

Bar wzięty

W centrum Maison Folie de Moulins w Lille królowała Warszawa. Na terenie dawnych młynów grali polscy DJ-e. Przeniesiono też bar mleczny z Marymontu. Pierogi ruskie, kluski śląskie, ogórkową i żurek przygotowały warszawskie kucharki, a sprzedawali za jedyne 2 euro autorzy projektu. Tak tanio w Lille nie zje się nigdzie. Francuzów - w przeciwieństwie do Polaków - odrzucił charakterystyczny barowy zapach. Dlatego podział był prosty: "nasi" stali w gigantycznej kolejce i wcinali, a "oni" omijali z wyrozumiałością skansen PRL-u i zwiedzali inne ekspozycję.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej