Pregnabit ma wielkość smartfona i jest podłączony kablami do dwóch sond. Pierwsza, FHR, mierzy akcję serca płodu, a druga, TOCO - skurcze mięśnia macicy. Na wyświetlaczu urządzenia są tylko cztery ikony: Mama, Dziecko, Ruchy i TOCO. Przenośny aparat do wykonywania badania KTG w domu musi być jak najprostszy w obsłudze.

Dr Patrycja Wizińska-Socha kładzie prototyp wynalazku na stole w ciasnej salce konferencyjnej Wrocławskiego Parku Technologicznego. Ma 33 lata. Jest filigranową blondynką o delikatnym uścisku dłoni. Bardzo dobrze przygotowana do rozmowy, sypie fachowymi informacjami i statystykami. Obok profesjonalizmu jest w niej jednak szczerość. Na pytania odpowiada, patrząc mi w oczy. Nie kluczy.

Pochodzi z Wałbrzycha, miasta, do którego - jak podkreśla - wciąż ma sentyment. Studiowała biotechnologię farmaceutyczną na Politechnice Wrocławskiej. Później spędziła rok na stażu we Francji, w Narodowym Instytucie Badań Rolniczych (INRA), pod kierunkiem wywodzącego się z Wrocławia naukowca, prof. Andrzeja Mazura.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej