"Kolaboranci, którzy działali na terenie Białorusi, oni wszyscy byli z Ukrainy. Powiem więcej, nie tylko na Litwie i Łotwie niszczono Żydów, jeszcze zanim przyszli tam Niemcy. To miało miejsce również na Ukrainie. A najgorzej odnosili się do Żydów Polacy. Bywało, że księża wprost na kazaniach mówili: 'Zabij Żyda'" - ta wypowiedź Aleksijewicz pochodzi z jej spotkania z czytelnikami w publicznej bibliotece w nowojorskim Brooklynie. Odbyło się ono 12 czerwca.

Głośno o tych słowach zrobiło się dopiero, gdy fragment wypowiedzi mieszkającej na Białorusi pisarki dotyczący współudziału Polaków, Litwinów, Łotyszy i Ukraińców w Holokauście został upubliczniony przez białoruską witrynę pieramoha.org, która jest powiązana z wieloletnim krytykiem Aleksijewicz, emigracyjnym białoruskim politykiem Zianonem Paźniakiem.



Winna sowiecka edukacja?

- Aleksijewicz zademonstrowała brak historycznej wiedzy - uważa białoruski pisarz i publicysta Siawiaryn Kwiatkouski. Jego zdaniem pisarka chciała się wypowiedzieć o złu, które budzi się w człowieku w ekstremalnej sytuacji, ale w rezultacie wyszło jej oskarżenie całych narodów. - Stwierdzenie, że wszyscy kolaboranci pochodzili z Ukrainy, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Białorusini też kolaborowali z nazistami. Jej punkt widzenia jest skutkiem sowieckiej edukacji, w której o zbrodniach wojennych mówiło się, kładąc akcent na udział sąsiednich narodów - uważa Kwiatkouski.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej