W środę w czeskiej Pradze stało się jasne, że rządzona przez PiS Polska jest w regionie osamotniona. Może ewentualnie liczyć tylko na Węgry Viktora Orbána.

Warszawa od 1 lipca obejmuje roczną prezydencję w Grupie Wyszehradzkiej (Polska, Słowacja, Czechy i Węgry). Z tej okazji w Pradze w środę spotkali się przywódcy czterech krajów. Najbardziej wyczekiwane było wystąpienie Beaty Szydło.

Polska premier mówiła w dobrze znanym tonie: oskarżyła Komisję Europejską o to, że celowo i w sposób nieuzasadniony krytykuje stan praworządności w Polsce oraz działania rządu wobec Trybunału Konstytucyjnego. Powiedziała też, że to efekt "rywalizacji pomiędzy poszczególnymi instytucjami europejskimi". W jej opinii Parlament Europejski oraz Komisja Europejska ścigają się w krytykowaniu Polski, by wzmocnić swoje pozycje w ramach UE. Stwierdziła również, że na tle Europy Zachodniej sytuacja polityczna w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jest wyjątkowo stabilna. - Inaczej niż na Zachodzie nie ma u nas zamieszek na ulicach. U nas się dyskutuje i rozmawia - stwierdziła Szydło, pomijając milczeniem wielotysięczne i regularnie organizowane demonstracje Komitetu Obrony Demokracji.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej