Szef ABW Andrzej Barcikowski poinformował w Sejmie dziennikarzy, że zatrzymane zostały dwie osoby, które według wszelkiego prawdopodobieństwa zamieszane były w kradzież twardych dysków z magazynu MSZ.
Pierwszy z nich to pracownik techniczny ministerstwa, który sprzedał twarde dyski z komputerów za 10 zł za sztukę. - Prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy z ich zawartości - tłumaczył Barcikowski. Jak wyjaśniał przed komisją spraw zagranicznych szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz, pracownik zaniósł je do punktu skupującego zużyty sprzęt komputerowy.
Drugim zatrzymanym jest student Politechniki, który usiłował sprzedać twarde dyski kilku redakcjom, ostatecznie kupiła je redakcja "Nie". - Ta osoba miała świadomość, co na nich się znajduje - zapewniał Barcikowski. ABW wyklucza, aby sprawa miała jakikolwiek podtekst wywiadowczy czy polityczny. Studentowi prokuratura już przedstawiła zarzuty, grozi mu do pięciu lat więzienia.
Min. Cimoszewicz jeszcze raz wyraził ubolewanie z powodu wycieku informacji z MSZ. Ponownie zapewniał, że na komputerach wycofanych z użycia, z których następnie pracownik ministerstwa wymontował twarde dyski, nie było informacji tajnych dotyczących NATO i UE.
Według ABW, która wstępnie przejrzała dyski, na niektórych z nich znajdowały się jednak informacje niejawne. Cimoszewicz argumentował, że zdecydowana większość z nich powstała przed uchwaleniem ustawy o ochronie informacji niejawnych (ustawa dokładnie precyzuje, co jest informacją niejawną i jak z nią postępować). - W pojęciu niejawne mieszczą się inforamcje poufne i zastrzeżone - tłumaczyła wczoraj wypowiedź ministra rzeczniczka ABW Małgorzata Stańczyk, dodając, że te informacja nadal są sprawdzane. Zdecydowanie stwierdziła, że nie było na nich informacji ściśle tajnych, oraz takich, które dotyczyłyby współpracy Polski z innymi państwami i instytucjami międzynarodowymi.
Cimoszewicz ponownie całą odpowiedzialność polityczną wziął na siebie. - Złożyłem rezygnację, której premier nie przyjął, ale cały czas jestem do jego dyspozycji - zaznaczył.