- Możemy zaprzepaścić dorobek polskiej kardiologii w leczeniu zawałów - mówi "Gazecie Wyborczej" prof. Piotr Hoffman, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Dorobek jest istotnie godny uznania. Kardiolodzy lubią się porównywać z onkologami. W obydwu dziedzinach w ciągu ostatnich kilkunastu lat znacząco wzrosły nakłady na zakupy sprzętu i leczenie. W onkologii nie przyniosło to jednak znaczących rezultatów: wyniki leczenia raka w Polsce odbiegają znacząco od europejskiej średniej. W przypadku zawałów sytuacja jest diametralnie różna.

Zawał serca polega na zatkaniu się co najmniej jednej tętnicy wieńcowej. Kilkanaście lat temu balonikowanie, czyli zabieg udrażniania tętnic wieńcowych, przeprowadzano zaledwie u co trzeciego pacjenta z zawałem serca. Teraz balonikowanie ma dziewięciu na dziesięciu zawałowców. Efekt? Śmiertelność wśród chorych hospitalizowanych z powodu zawału serca spadła z kilkunastu do 5-6 proc. To wynik porównywalny, a nawet lepszy niż w wielu innych krajach Europy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej