Strata, śmierć kogoś bliskiego albo rozstanie po wieloletnim związku, mające ze śmiercią wiele wspólnego, to doświadczenie, które porównać można, jakkolwiek patetycznie to zabrzmi, do spustoszenia świata. Osoba w ten sposób osierocona staje nie tyle wobec końca wspólnej historii, ile wobec ruin swojego obecnego świata. To, co kształtowało jej codzienność, już nigdy nie będzie takie samo, o czym przypomina wracające obsesyjnie pytanie: "I co mam teraz, gdy odszedł, robić?". W ślad za poczuciem rozsypującej się rzeczywistości idzie doznanie własnej dezintegracji. Żałobnik uzmysławia sobie, że to, na czym budował swoją tożsamość, z kim się przez lata identyfikował, znikło nieodwracalnie. Jeśli z osobą zmarłą lub utraconą wiązała go uzależniająca więź oparta na wspólnocie działań i przekonań, to po odejściu tej osoby żałobnik nie tylko traci kogoś bliskiego, ale też doświadcza utraty własnej wartości.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej