"Szklane Góry" to określenie, jakim ratownicy opisują czasem Tatry. W dolnych częściach szlaków widać jedynie niewielkie ilości śniegu i lodu, co zachęca turystów do wycieczek. Im wyżej, tym śniegu więcej, nigdzie nie ma go jednak na tyle, by umożliwiał bezpieczną wędrówkę. Co więcej, w wyższych partiach ścieżki są pokryte lodem lub zlodowaciałym śniegiem.

Takie warunki nie tylko wymagają poruszania się w rakach, ale i z użyciem czekana. Mimo to apele ratowników i pracowników parków narodowych, tak po polskiej jak i słowackiej stronie, pozostały bez odzewu - w góry ruszyły tłumy.

Sprzęt to nie wszystko

Czy tragediom można zapobiec? W 1989 roku w podobnych warunkach, jakie w tej chwili panują w Tatrach, w ciągu tygodnia zginęło dziewięć osób. Żadna z nich nie miała raków, nie mówiąc już o czekanie. Dziś jest inaczej: część ofiar była bardzo dobrze wyposażona. Widać jednak wyraźnie, że sprzęt to nie wszystko. Trzeba się nim jeszcze umiejętnie posługiwać.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej