Jusuf Sułtanow, który zupełnie legalnie mieszka od czterech miesięcy w mieście nad Newą i pracuje na bazarze jako tragarz, nie miał żadnych szans, by obronić swą córkę Churszedę. Kilkunastu skinheadów napadło na nich w ciemnej bramie, prawie w samym centrum miasta. - Precz z Rosji! Rosja dla Rosjan! - krzyczeli napastnicy, którzy bili tak, że Churszeda zmarła na miejscu, jeszcze przed przyjazdem karetki. Cioteczny brat Churszedy uratował się, bo zdołał się wczołgać pod jedno z aut zaparkowanych przy pierieułku Bojcowa.
Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej