Paweł Tanajno kandydował wiosną, z ramienia Demokracji Bezpośredniej, na urząd prezydenta RP. Otrzymał najmniej głosów spośród startujących kandydatów, zaledwie 0,2 proc. Obecnie Tanajno ubiega się o mandat posła i kandyduje do Sejmu z ostatniego miejsca na liście Kukiz'15 w okręgu gdyńsko-słupskim.

We wtorek Tanajno ogłosił, że złożył w siedzibie gdańskiej Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa odnośnie do finansowania partii Petru.

Aż trudno uwierzyć, że te zdjęcia zrobił amator. Trzeba je zobaczyć!
Czytaj więcej

Tanajno: Nowoczesna jak bezdomny, który przyszedł do banku

- Niezrozumiałe jest dla mnie, dlaczego odpowiednie służby oraz media nie zainteresowały się do tej pory sprawą finansów ugrupowania Ryszarda Petru - mówi "Wyborczej" Tanajno. - Gdy usłyszałem w telewizji, jak Ryszard Petru tłumaczył, że jego ugrupowanie ma tyle billboardów, bo zamówiło je wcześniej i uzyskało korzystną cenę, a środki na kampanię ma z kredytu bankowego, to zaświeciła mi się żarówka w głowie. Jakim cudem nowa partia, która praktycznie nie ma członków, bo jej kandydaci w większości nie są członkami partii, która nie posiada żadnego majątku, otrzymała tak wysoki kredyt? To tak jakby bezdomny przyszedł do banku i zażądał kredytu na dwa miliony! Zgodnie z prawem partie polityczne mogą być finansowane ze składek członków, gadżetów reklamowych oraz darowizn. Mogą też zaciągnąć kredyt, ale jeśli mają na niego pokrycie. Janusz Palikot w 2011 r., już po wyborach, gdy jego partia dostała się do parlamentu i miała zagwarantowane finansowanie, chciał zaciągnąć kredyt na milion złotych i go nie otrzymał. Jeśli partia Petru dostała kredyt na poczet ewentualnej subwencji, to de facto nie był to kredyt, tylko rodzaj hazardu ze strony banku. Nie przekonują mnie również tłumaczenia, że partia Petru oszczędziła na billboardach, bo zamówiła je wcześniej. Firmy reklamowe nie robią takich promocji na czas kampanii, kiedy wszystkie partie dobijają się o te miejsca, wręcz przeciwnie, podwyższają stawki, mogą co najwyżej zarezerwować komuś miejsce z wyprzedzeniem. Dlatego pan Petru obarczony zarzutami, że jest finansowany przez lobby bankowe, z którym jest związany, powinien ujawnić finanse swojego ugrupowania. Nic mu nie zarzucam, chciałbym tylko, aby służby sprawdziły, czy jakieś lobby nie wpływa na wynik wyborów w Polsce.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej