Warszawski sąd okręgowy po raz czwarty uniewinnił oskarżonego o śmiertelne pobicie Grzegorza Przemyka byłego zomowca, dziś policjanta w Biłgoraju, 41-letniego Ireneusza K.

Były ZOMO-wiec nie kryje twarzy przed fleszami, doskonale wie, że sąd zabronił ujawniać jego wizerunku, że najprawdopodobniej znów usłyszy: Niewinny. - Czuję się jak zwierze w klatce - rzuca do reportera "Gazety".

Na sali dziesiątki dziennikarzy, przyjaciele z klasy Grzegorza, 20-lat starsi, wśród nich Cezary F., który za śmierć Grzegorza zapłacił najwyższą cenę, kilku sędziów. Tłum. To sprawa symbol.

Symbol bezradności wymiaru sprawiedliwości. Próby zakłamania najnowszej historii. Może też strachu przed potęgą od dekady nie istniejącego resortu - resortu spraw wewnętrznych. Boją się ci, którzy wiedzą, kto bił.

12 maja 1983 r. Grzegorz Przemyk, syn opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, świętujący z kolegami na pl. Zamkowym maturę został zatrzymany przez patrol ZOMO, odstawiony na komisariat nr XVIII, przy Jezuickiej. Zabrało go stamtąd pogotowie. Dwa dni później zmarł w szpitalu z powodu zapalenia otrzewnej po pobiciu w brzuch.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej