Jeśli w Polsce dziwimy się, że piewcą buntu młodych jest 52-letni Paweł Kukiz, cóż mają powiedzieć Brytyjczycy? Ich trybunem ludowym stał się polityczny weteran Jeremy Corbyn, o 14 lat starszy od Kukiza. Polityk ów od dawna należy do mainstreamowej Partii Pracy, ale jak skrzętnie wyliczono, podczas rządów laburzystów w latach 1997-2010 w co czwartym głosowaniu sprzeciwiał się kierownictwu.

Bunt wyssał z mlekiem matki. Dosłownie, bo jego rodzice poznali się podczas protestów w czasach hiszpańskiej wojny domowej. Brodaty aktywista protestował przeciw apartheidowi w RPA, potępiał politykę Izraela w Strefie Gazy (jest działaczem Amnesty International i ruchu solidarności z Palestyną), zaklinał, by nie iść na wojnę w Iraku, wzywał do postawienia przed sądem chilijskiego dyktatora Augusto Pinocheta, zapraszał do Westminsteru członków IRA, walczył o prawa zwierząt. Jest wegetarianinem i stroni od alkoholu. Od samochodu woli rower. Rozwiódł się z żoną, bo w przeciwieństwie do niej nie chciał posłać syna do elitarnej szkoły. Dziennikarze do dziś wypominają mu słowa o "przyjaciołach z Hezbollahu". Tłumaczy, że wypowiedział je kurtuazyjnie, namawiając do rozmów pokojowych.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej