Kilka tygodni temu Wrocław zalała fala plakatów. Nieco tajemniczych, sygnowanych wyłącznie podpisem: "Poseł Czarnecki". Bez imienia. Na części z nich hasło: "Przyszłość w młodych rękach". Na innych: "Dziękuję za chęć zmian".

- To moja inicjatywa konsultowana z tatą - przyznaje Czarnecki junior, w Sejmie od roku. Gdy zwracamy mu uwagę, że to niezgodne z prawem, kampanii wyborczej nie można jeszcze prowadzić, bo prezydent nie ogłosił daty wyborów Czarnecki junior próbuje tłumaczyć: - Owszem, to kampania, ale informacyjna. Jestem parlamentarzystą dopiero od roku, może nie wszyscy wiedzą, że istnieje ktoś taki jak ja, więc postanowiłem przypomnieć się wyborcom.

Gdy zagadujemy Czarneckiego seniora, europosła z PiS, że razem z synem stosują fortel, bo plakaty są ewidentnie wyborcze, a kampanii nie można jeszcze prowadzić, obraca sprawę w żart: - Fortele uznaję tylko u Zagłoby - śmieje się i nie ciągnie dalej tematu.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej