Gdy w 1980 r. rozpoczynałem studia, ukazało się monumentalne dzieło profesora "Architektura polska XVII wieku" - kompendium wiedzy o architekturze polskiej epoki Wazów czy czasów Jana III Sobieskiego. Książka wprowadziła mnie w świat wczesnobarokowych świątyń, magnackich pałaców, zamków kresowych. Poruszała wyobraźnię. Sprawiła, że wsiadałem w pociąg i wędrowałem jej śladem. Niebawem poznałem inną ważną publikację profesora - wydany w 1963 r. "Zarys dziejów architektury w Polsce", który do dziś uchodzi za najlepszy podręcznik historii dawnej architektury na ziemiach polskich. Z Miłobędzkim pod pachą przygotowywałem się do kolejnych egzaminów z historii architektury.

Profesor od lat wykładał w Instytucie Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego. Wcześniej związany był z Politechniką Warszawską. Studiował na niej w czasie okupacji i po 1945 r. Tutaj też od 1955 r. pracował. W latach 50. uczestniczył w tworzeniu pierwszych zeszytów katalogu zabytków sztuki w Polsce.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej