Sprawa zaczyna się w 2010 r. Małżeństwo ze Szczecinka zdecydowało się na zakup mieszkania w Gdańsku. Transakcja nie doszła do skutku, bo po podpisaniu aktu notarialnego okazało się, że kupcy padli ofiarą oszusta. Mężczyzna posłużył się dowodem osobistym brata, mimo że jest wyraźnie starszy, i sfałszowanym pełnomocnictwem. Ale pieniądze zdążyli mu przelać na konto.

Prawnik podpowiedział pechowym małżonkom, że notariusz ma obowiązek potwierdzić tożsamość osób podpisujących akt - sprawdzeniu podlega nie tylko dowód osobisty, ale też osoba, która się nim legitymuje. Dodatkowo notariusz nie dostarczyła do sądowego wydziału ksiąg wieczystych wszystkich wymaganych prawem dokumentów. Efekt - sąd nie zgodził się na wpis do hipoteki.

CZYTAJ - "Nie myśl, że notariusz gwarantuje ci bezpieczeństwo"

Państwo Dorota i Tadeusz Dudka zwrócili się do pani notariusz z pisemnym wezwaniem do zapłaty, zarzucając niedochowanie staranności. Odmówiła. Zawiadomili więc prokuraturę i zaczęli pisać skargi - do Krajowej Rady Notarialnej, Izby Notarialnej w Gdańsku, a nawet Ministerstwa Sprawiedliwości. Notariusz nie pozostała dłużna - pozwała ich w procesie cywilnym oraz karnym i również złożyła zawiadomienie do prokuratury. Bo naruszono jej "nieposzlakowaną opinię w środowisku".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej