Agresywne wrony mają gniazdo na kasztanowcu rosnącym przy ul. Żelaznej, na wysokości budynku po nr. 103. O poważnych ranach na razie nic nie wiemy, ale mieszkańcy coraz bardziej się boją. W pobliżu znajdują się żłobek i przedszkole, kawałek dalej jest szpital położniczy św. Zofii. - Dziś byłam świadkiem, jak wrona próbowała zaatakować mamę z wózkiem. Boimy się wychodzić z domu - opowiada Magdalena.

Skarży się, że nic nie dają interwencje w straży miejskiej. - Usłyszeliśmy: "Musicie nauczyć się z nimi żyć" oraz "Ptaki są w okresie lęgowym i nic się nie da zrobić". To dość groteskowe, skoro już większość z nas boi się wychodzić z domu - mówi oburzona czytelniczka.

- Sporadycznie dostajemy zgłoszenia o atakujących ptakach. Najczęściej jedziemy na miejsce, ale nie ma tam już osób zgłaszających sprawę. Samym strażnikom trudno stwierdzić, czy było zagrożenie - mówi Monika Niżniak, rzeczniczka straży miejskiej.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej