W sobotnim Marszu Równości w Gdańsku wzięło ok. 1,5 tys. osób. Trasa marszu wiodła z Targu Węglowego przez Podwale Grodzkie, aleję Zwycięstwa, a następnie za Błędnikiem skręcała w Nową Wałową i kończyła się na ulicy Elektryków przy klubie B90, gdzie odbył się piknik. Godzinę wcześniej, narodowcy z Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo - Radykalnego i PiS zorganizowali swój marsz. Wzięło w nim udział ok. 100 osób. Po jego zakończeniu nie oddalili się do domów, ale w grupach zaczęli zakłócać Marsz Równości.



Potem, na wysokości Dworca Głównego PKP pięć osób, w tym gdańska radna PiS Anna Kołakowska, razem z mężem, wykładowcą Uniwersytetu Gdańskiego Andrzejem Kołakowskim oraz dwójką swoich dzieci, próbowało zatrzymać marsz, siadając na jezdni. Gdy wszelkie apele nie przyniosły skutku, zostali usunięci siłą. Kołakowska, nauczycielka historii w Szkole Podstawowej nr 65 w Gdańsku, apelowała wtedy: "Zróbcie porządek z tymi pedałami, a nie z nami".
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej