- Powołaliśmy biegłego, który zapoznał się z dokumentacją fotograficzną oraz przesłuchał świadków, w tym osobę, która miała ten element przywieźć ze Smoleńska - mówi ppłk Janusz Wójcik, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej w Warszawie. - Stwierdził on, że może to być fragment TU-154M.

Biegły nie przeprowadzał dogłębnej analizy, bo statki wykonywane są z reguły z tych samych materiałów. W trakcie śledztwa smoleńskiego pisano m.in. o stopach metali, które są jednymi z najbardziej rozpowszechnionych materiałów konstrukcyjnych w lotnictwie.

Skrawek tupolewa, który znajduje się w Kościerzynie, jest niewielki - liczy nie więcej niż 10x5 cm. Przedmiot umieszczony został w małej szklanej gablotce i opisany jako "fragment rozbitego samolotu prezydenckiego". W środku znalazła się też przywieziona ze Smoleńska ziemia.

Pomysłodawcą i organizatorem uroczystości był pan Kazimierz Maszk, były radny powiatowy. Fragment tupolewa miał otrzymać od znajomego, który był w Smoleńsku.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej