Śledztwo przeciwko Mirosławowi Karapycie [zgodził się na podawanie nazwiska i wizerunku - red.] formalnie zakończyło się dwa tygodnie temu, a w czwartek Prokuratura Apelacyjna w Lublinie wysłała do rzeszowskiego sądu akt oskarżenia, w którym postawiono mu 16 zarzutów.

Mirosława Karapyta odpowie przed sądem za branie łapówek, płatną protekcję, a także za przestępstwa o charakterze seksualnym. Tych zarzutów w ostatnim przypadku ma trzy. Pierwszy sięga lat 1999-2001. Karapyta wtedy był zwykłem urzędnikiem w Starostwie Powiatowym w Lubaczowie. Pokrzywdzona kobieta także tam pracowała, ale nie była podwładną Karapyty.

Prokuratura twierdzi, że Mirosław Karapyta dopuścił się wobec kobiety molestowania seksualnego. - Ale niektóre zdarzenia były tak drastyczne, że wyczerpały pojęcie zgwałcenia. Chodzi o zmuszanie do innych czynności seksualnych - mówi Andrzej Jeżyński, naczelnik wydziału ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji lubelskiej apelacji.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej