Platforma Obywatelska ma w Radzie Warszawy większość. Dzień przed piątą rocznicą katastrofy zdecydowała, że pomnik smoleński stanie u zbiegu Trębackiej i Focha. Dziś to pętla autobusowa.

O pomnik upomniała się część rodzin ofiar. Bliscy zmarłych napisali do Kancelarii Prezydenta RP, ta podjęła temat. I przekonała stołeczną PO, która dotąd blokowała pomysły smoleńskiego upamiętnienia. Przez lata prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz powtarzała, że pomnik ofiar już stoi na Powązkach. Tym razem jednak zgodziła się na upamiętnienie. Ale postawiła warunek: byle nie na Krakowskim Przedmieściu.

Niespotykane tempo

Miesiąc po deklaracji prezydenta Bronisława Komorowskiego ("z całą życzliwością zaangażuję się w ideę budowy") znalazła się lokalizacja dla pomnika. To w stołecznym samorządzie tempo niespotykane. Ustaliliśmy, że tuż przed głosowaniem na sesji rady miasta były problemy z klubową dyscypliną w PO. Część radnych nie była chętna do głosowania "za" pomnikiem. Ale ratusz w uzasadnieniu uchwały napisał: "Idea budowy pomnika ma ogromne znaczenie dla rodzin ofiar i jest ważna dla wielu Polaków". I wspomniał rolę prezydenta Komorowskiego. Projekt przeszedł.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej