Katarzyna ma cukrzycę typu 1. Żyje dzięki insulinie, którą musi sobie wstrzyknąć kilka razy dziennie. Co dwa miesiące ma kłopot - bywa, że leku nie ma w kilkunastu obdzwanianych aptekach. Na szczęście mieszka w Warszawie, gdzie w końcu udaje się znaleźć taką, która sprowadzi insulinę. Na leki muszą polować też osoby z astmą czy zakrzepicą. Najtrudniej jest w małych miejscowościach.

Leków brakuje, ponieważ hurtownie sprzedają je np. do Niemiec. U nas są znacznie tańsze, bo Ministerstwo Zdrowia zmusiło zachodnie koncerny farmaceutyczne do drastycznej obniżki cen przed trzema laty, wraz z wejściem w życie ustawy refundacyjnej.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej