Anna Gorczyca: Zbliżają się święta. Kiedyś był to czas, gdy przerywano działania wojenne. Czy tak się stanie na wschodzie Ukrainy? Czy mieszkańcy Donbasu, Ługańska, Mariupola będą mogli cieszyć się świętami?

Andrij Deszczyca*: Mamy taką nadzieję. Za każdym razem, gdy zbliżają się święta, chcielibyśmy, żeby były spokojne. Niestety, teraz nie możemy być pewni, że tak się stanie, że strona rosyjska i separatyści przestaną atakować i używać broni w czasie świąt i po świętach. Liczymy, że zostaną wreszcie zrealizowane porozumienia mińskie, które m.in. przewidują zawieszenie działań zbrojnych i wycofanie ciężkiego sprzętu. Ale w ostatnich dniach Rosja znów przekazała broń separatystom. Intensywność wymiany ognia nie jest tak duża jak przed podpisaniem umów, jednak ich realizacja jest bardzo wolna.

Były szef wojsk NATO w Europie gen. Wesley Clark uważa, że rosyjskiej ofensywy można się spodziewać po Wielkanocy, a cele Putina nie są ograniczone do Ukrainy. O tym, że wkrótce będzie wielka ofensywa, mówił ostatnio jeden z szefów republiki donieckiej. Tak może się stać?
Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej