Nastolatka już raz została uznana za winną. W październiku ub.r. Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe ukarał Marię Kołakowską za wykroczenie przeciwko porządkowi i spokojowi publicznemu. Oskarżycielem była policja. Sąd wydał wyrok nakazowy, a obwinionej wymierzono karę nieodpłatnej pracy na cele społeczne, w wymiarze 40 godzin.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, sąd w takich wypadkach orzeka bez udziału stron, czyli wydaje wyrok podczas posiedzenia. Potem orzeczenie doręcza się obwinionemu z pouczeniem o możliwościach zaskarżenia. Wystarczy wnieść sprzeciw w ciągu siedmiu dni od doręczenia - wówczas wyrok traci moc i sprawa zostaje rozpatrzona na zasadach ogólnych. Z tego też prawa skorzystała Maria Kołakowska, a w środę odbył się pierwszy termin.

- Nie przyznaję się do winy, broniłam wartości narodowych i moich uczuć religijnych - powiedziała "Wyborczej" Maria Kołakowska, która zgodziła się na publikację wizerunku. - Harcerze także, walcząc z niemiecką propagandą, wchodzili np. do kin i wrzucali śmierdzące gazy czy płyny, żeby wyprosić publiczność. Ta sztuka obraża Chrystusa. Znałam jej treść, bo rodzice zdobyli scenariusz i zdjęcia, a moja mama protestowała przeciwko sztuce już w innych miastach i razem z tatą składali w tej sprawie zawiadomienia na policję.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej