- Odliczamy kolejne ofiary i truchlejemy na każdy sygnał karetki. Ile jeszcze ludzi musi zginąć, by władze zagwarantowały nam bezpieczne przejścia? - pyta Jerzy Nowicki ze Stowarzyszenia Mieszkańców Gminy Mogilany.

Ostatnia ofiara zakopianki to 65-letni mężczyzna. Do śmiertelnego potrącenia doszło w Gaju, na górce przy skrzyżowaniu z ul. Zadziele i Widokową. Gdy wszedł na pas w kierunku Myślenic, został uderzony przez jadące daewoo. Siła była tak duża, że odrzuciło go pod jadący równolegle autokar. Rannemu próbowali pomóc przechodnie, wezwane pogotowie. Wszystko na nic.

Statystyki są przerażające

Do tragedii doszło w miejscu nieoznaczonym jako przejście dla pieszych. Kilka lat temu policja stwierdziła, że jest zbyt niebezpieczne, by wyznaczyć tam pasy dla przechodniów i razem z mieszkańcami apelowała o wybudowanie wiaduktu. Piesi mogą tam jednak przechodzić przez zakopiankę, bo w odległości 100 metrów nie ma żadnego przejścia. Są za to dwa przystanki autobusowe po dwóch stronach drogi. A jak się do nich dostać? Okoliczni mieszkańcy mówią, że to najbardziej niebezpieczny punkt na całym odcinku od Libertowa do Włosania. Kilka miesięcy temu został tu potrącony mężczyzna, sześć lat temu zginął ojciec trójki dzieci.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej