W filmie Petra Zelenki "Rok diabła" Jarek Nohavica wyłuszcza swoją wielką teorię alkoholową. Wygląda to następująco: u stóp góry stoi sobie człowieczek, który, jak każdy, chleje na umór. I tak, pijąc, wspina się po zboczu. Nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo. Nie uzależni się, nie zniszczy sobie życia, nie straci pracy ani rodziny i może dawać w palnik tak bardzo, jak chce. Przełom następuje w momencie osiągnięcia szczytu. Bo gdy zaczyna schodzić z górki, nie ma dla niego ratunku. Nie pomogą księża, bliscy i terapeuci. Taki człowiek jest bezpowrotnie stracony. Problem w tym, że nikt nie wie, jak wysoka jest jego górka. Jej szczyt skrywa mgła.

Małgorzata Halber szczęśliwie na szczyt swojej górki nie dotarła - wytrzeźwiała w okolicach trzydziestki. "Najgorszy człowiek na świecie" jest świadectwem tego niewyobrażalnego dla mnie procesu.

...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej