Proces dotyczył wydarzeń sprzed blisko 10 lat. Ojciec piłkarza Wiesław Wichniarek prowadził w Buszewie pod Pniewami zakłady mięsne Food-Busz. Gdy firma wpadła w kłopoty finansowe, pożyczył 2,5 mln zł od syna, robiącego wtedy karierę w lidze niemieckiej. Ale firma i tak splajtowała.

Pod drzwiami ustawiła się kolejka wierzycieli: rolników, ubojni, przetwórców, firm transportowych. Czekali na spłatę długów. Ale wtedy Wiesław Wichniarek przepisał synowi i jego żonie zakład i maszyny. Pozostali wierzyciele zostali z niczym.

Zgodnie z prawem, gdy spółce grozi niewypłacalność, nie wolno jej robić nic, co utrudniłoby uregulowanie długów, czyli także uszczuplać swojego majątku. Prokuratura uznała, że cała rodzina działała "wspólnie i w porozumieniu". To samo zdanie półtora roku temu podzielił sąd pierwszej instancji.

"Działał w dobrej wierze"

Piłkarza skazano na półtora roku więzienia w zawieszeniu. Wczoraj sąd apelacyjny go uniewinnił. Sędzia Urszula Duczmal podkreśliła, że pożyczając ojcu pieniądze, Artur Wichniarek działał w dobrej wierze, a jego celem nie było działanie na szkodę pozostałych wierzycieli. Pieniądze pożyczył, by ojciec mógł wybudować nowy zakład produkcyjny, co miało uratować firmę. Ostatecznie plan się nie powiódł.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej