Pani Joanna mieszka w Gdyni. W zeszłym tygodniu odwiedzała rodzinę w Stargardzie Gdańskim. - Przewróciłam się i zraniłam się w rękę, dość głęboko. Pojechaliśmy na Szpitalny Oddział Ratunkowy, tam mnie przyjęto, zszyto i założono dwanaście szwów. Dostałam skierowanie do poradni chirurgicznej, miałam się zgłosić po trzech-czterech dniach, czyli w środę lub w czwartek - mówi.

Z panią Joanną rozmawiamy w piątek. Dzwonienie do przychodni rozpoczęła we wtorek.

- Dzwoniłam po wszystkich możliwych poradniach. Z reguły telefon był albo zajęty, albo nikt nie odbierał - opowiada. - W końcu w czwartek dodzwoniłam się do trzech przychodni. W jednej powiedziano mi, że nie mają już kontraktu. W kolejnej, że lekarz jest na urlopie do piątku, ale w poniedziałek pewnie też mnie nie przyjmie - mówi.

W poniedziałek zresztą byłoby już kilka dni po terminie, jaki lekarz w szpitalu wyznaczył na kontrolę.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej