- Spodziewała się pani, że będę zapłakana, zasmarkana, z podbitym okiem?

Ma 33 lata, warkocz i rumieńce, bo dziś wiał zimny wiatr, a Sylwia była w pomocy społecznej i w sądzie. Wszędzie chodzi na piechotę - oszczędza.

Trzy miesiące temu Sylwia wprowadziła się do Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie w Rusocinie pod Pruszczem Gdańskim. - Nie porozmawiałaby pani ze mną wtedy. Krzyczałam, płakałam, nie spałam po nocach. Stale czekałam, że coś strasznego się zdarzy.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej