Po chwili piwo z kolejnych butelek wylądowało w koszu. - Nie zgadzamy się na język pogardy i nienawiści. Niektórzy pytają, czy to nie dodatkowa reklama dla browaru. To sprawa indywidualnego wyboru każdego człowieka, czy wciąż będzie pił to piwo. U nas już go nie będzie - dodał Tochman. W wylewaniu piwa pomogła mu Ewa Wanat, a w sporej grupie obserwatorów pojawiła się również Rafalala. Okolicę patrolowała policja, bo pracownicy klubokawiarni od rana odbierali telefony z przekleństwami i groźbami. - Na sytuację finansową firmy pewnie to mocno nie wpłynie, ale na wizerunek na pewno.
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej