Tego cytatu z wiersza Miłosza Schetyna użył świeżo po tym, jak w wyborach szefa dolnośląskich struktur partii pokonał go Protasiewicz. Skierowany był co prawda do premiera, który w tamtych wyborach wyraźnie faworyzował Protasiewicza, jednak doskonale ilustruje pewną cechę tego, kto się nim posłużył. Jedni powiedzą, że to dobra pamięć, inni, że pamiętliwość.

Będzie szukał odwetu?

Nie dalej jak w poniedziałek rada regionu pod kierownictwem Protasiewicza wycięła ludzi Schetyny z list wyborczych. Dla związanych z nim działaczy zabrakło miejsc na listach do wrocławskiej rady miejskiej i sejmiku województwa. Partyjną rekomendację do walki o reelekcję stracił też popierany przez niego obecny prezydent Jeleniej Góry Marcin Zawiła.

Gdy w czwartek zaczęły pojawiać się pierwsze medialne spekulacje, że formująca rząd Ewa Kopacz nie tylko nie zamierza Schetyny dalej osłabiać, lecz widzi w polityce miejsce zarówno dla niego, jak i osób z nim związanych, wśród dolnośląskich działaczy skupionych wokół Protasiewicza zapanowała konsternacja.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej