Sławomir Skomra: Pani ukraińska rodzina to...?

Larysa: - Mamę mam we Lwowie i rodzinę w Doniecku. Trudno się z nimi skontaktować. Zazwyczaj wygląda to tak, że rozmawiam z bliskimi ze Lwowa, a oni - jeśli wiedzą, co się dzieje się w Doniecku - to mi przekazują. Ale od dwóch tygodni nie miałam stamtąd żadnych wiadomości.

Co działo się dwa tygodnie temu?

- Mieszkali w piwnicy swojego zniszczonego domu. Żyją z zapasów, które udało się im w tej piwnicy zgromadzić wcześniej. To małżeństwo. On był górnikiem. Kiedy część ludzi uciekała z Doniecka, oni zostali. Nie chcieli porzucać dorobku swojego życia.

Separatyści stawiają większy kamień przed każdą furtką prowadzącą do domu i odchodzą. Kiedy kamień jest poruszony, to znak, że w tym domu mieszkają ludzie i tam separatyści nie wchodzą...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej