JAROSŁAW MIKOŁAJSKI: W swoim teście stawia Pan pytanie: "Czy kiedykolwiek rozważałeś potrzebę ograniczenia picia?" Dlaczego pozytywna odpowiedź powinna dać do myślenia?

BOHDAN WORONOWICZ*: Dać do myślenia, czyli skłonić do tego, żeby poprosić o pomoc... Poczucie, że jest się chorym, może przejawiać się właśnie takimi próbami - obietnicami typu: "Będę pił tylko w piątek i sobotę", "Nie będę pił rano"... Człowiekowi, który nie ma problemu z alkoholem, nawet nie przyjdzie do głowy, żeby rano napić się piwa, albo żeby stawiać sobie jakieś ograniczenia.

Czy ludzie uzależnieni często zgłaszają się na leczenie po takiej szczerej rozmowie ze sobą jak ten test?

- Niestety, nie. Nie ma takich ludzi, którzy nagle się budzą, widzą, jakie piękne dziś świeci słońce, i mówią sobie: "Cholera, może poszedłbym się leczyć". Każdy musi dostać po grzbiecie, przeżyć coś przykrego. Ludzie przychodzą, bo mają kłopoty w pracy, u kogoś innego jest presja rodziny, żony, a ktoś się przeraził wyników badań lekarskich. To nie jest istotne, z jakiego powodu alkoholik się zgłasza. Kiedy chory już przyjdzie, zaczyna się rola terapeuty. Ale, niestety, zbyt często dzieje się tak, że bliskie osoby chronią alkoholika przed ponoszeniem konsekwencji jego picia.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej