Ale podatek nie trafia, bo 91 proc. udziałów w polskim rynku zakładów bukmacherskich należy do nielegalnie działających spółek.

Wedle raportu Roland Berger szacunkowa wartość obrotów rynku internetowych gier losowych w Polsce sięgnęła 4,9 mld zł. Tylko 9 proc. z tego przypadło na cztery zarejestrowane u nas, legalnie działające firmy: Fortunę, STS, Milenium i Totolotka.



Polski czarny rynek

Reszta, 91 proc. rynku, przypadła nielegalnym bukmacherom oferującym swoje usługi z zagranicy, niepłacącym w Polsce podatku ani niepodlegającym polskiemu prawu. Dwóch największych operatorów gier losowych w Polsce, Bet365 i Bet-at-home, ma ponad 50 proc. rynku. A Polacy są jedną z najważniejszych grup klientów dla zagranicznych firm bukmacherskich.

- Podejrzewaliśmy, że tak wygląda podział naszego rynku. Teraz już to wiemy. Rozmiar szarej strefy jest przerażający - mówił w czasie zeszłotygodniowej konferencji "Wróćmy do gry" zorganizowanej przez legalnie działające firmy bukmacherskie Leszek Haba, dyrektor ds. rozwoju w Fortunie.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej